czwartek, 6 czerwca 2013

Historia stawia pierwsze kroki i wypowiada słowa



 Album został uzupełniony: http://alicehoran-album.blogspot.com/
Pół roku później
Louis
Siedziałem na dywanie z Mike’iem i Caro oglądając jakąś bajkę. Był wrzesień więc Alice zaczęła prowadzić przedszkole w którym teraz była.
-Tata- usłyszałem
Dzieci jeszcze nie mówiły więc na początku byłem trochę zdziwiony.
Spojrzałem na Mike’a który wdrapywał mi się na kolana
-Tata- dotknął rączka mojego policzka
- Mój chłopak. - pogłaskałem go i przytuliłem.
Byłem dumny ale to chyba normalne. Pocałowałem w czółko, położył na dywanie syna i wziąłem kamerę. Tak ich chciałem ponagrywać ale nie spodziewałem się że Caroline zacznie wstawać. Stanęła, popatrzyła na mnie, uśmiechnęła się, ale po chwili spadła na pupę i zaczęła płakać.
-Kochanie moje- posadziłem ją na kolanach- Brawo wstałaś . Sama tak? Sama Carolinka wstała..
Popatrzyła na mnie z zaciekawieniem i przetarła mokre od łez oczka. Pocałowałem ją w policzek wziąłem synka i poszliśmy do kuchni
-Co wam tu mama na obiad zrobiła? Hmm
- Am... - powiedział Mike, bijąc rączkami o deskę w swoim stojaczku.
-Am am. Czekaj mały tata ogarnie co my tu mamy- otworzyłem lodówkę a potem szafkę.
Nie mogąc nic znaleźć już miałem dzwonić do Alice, ale znaczyłem leżącą na blacie kaszkę. Wiedziałem że trzeba to zalać gorącym mlekiem i gotowe. Tak zrobiłem i później karmiłem na zmianę dzieciaki. Tylko że Caro wszystko mi oddawała ... Byłem cały brudny, bo córcia jeść tego nie chciała, więc już jej nie zmuszałem. Dokończyłem karmić małego, rzuciłem ścierkę na blat i zdjąłem koszulkę. Nie zauważyłem jak do kuchni weszła Alice.
- Mmmm... Jakie powitanie. - usłyszałem jak powstrzymywała śmiech.
-Jakie? -odwróciłem się i uśmiechnąłem. Chciałem zabrać małej miseczkę z resztką kaszki kiedy ją przewróciła na moje spodnie.
- Hahaha.... - Alice zaczęła śmiać się jeszcze głośniej. - Wrzuć to od razu do prania.
-Tak, no..
-Tata!- krzyknął Mike'a, kiedy chciałem wyjść
- Słońce moje powiedziałeś tata. - wzięła małego na ręce i mocno przytuliła.
-A właśnie nasz syn powiedział do mnie po raz 3 tata ,a córka sama wstała.
- Trzeba ją teraz pilnować w takim razie. Hej kochanie a powiesz mama?
-Ma..ma- powtórzył.
- Moje szkraby.
Poszedłem się przebrać na górę. założyłem czystą koszulkę, spodnie i z powrotem zszedłem do kuchni.
-Jak na uczelni i w pracy?- zapytałem.
- Na uczelni odwołali nam ostatnie zajęcia i pojechałam szybciej do przedszkola. Jutro mają przywieść te takie poduchy, które zamawialiśmy w zeszłym tygodniu
-Aaa no to bardzo ciekawie, a wiesz że nie musisz tam co dzień chodzić?- wziąłem Caro na kolana. Bawiła się serwatkami. Co ona do nich ma?!
- Tak wiem. Lubię tam być. Jest wesoło i bardzo głośno. Prawie jak u nas w domu kiedy przyjdą chłopcy. Poza tym za bardzo za wami tęsknię. - wzięła chusteczki z rąk małej w ostatniej chwili. I wzięła na ręce Mike'a.
-Aww patrz mamusia jest słodka co nie? Tak, tak, a chciałbyś mieć młodsze rodzeństwo?
- Słucham? - usłyszałem Alice.
-Co?- podniosłem na nią wzrok.
- Nie nic przepraszam. Przecież pytałeś jego. - wskazałam na malucha na moich rękach.
-Mniejsza oto. Nakarm małą, bo nie chciała jeść, a my się ewakuujemy. co mały? Idziesz z tatą grać w piłkę? Tak? Chodź pokopiemy. Hop!- wziął go na ręce i przeszedł do ogrodu.
- Tylko mi go bardzo nie zmęcz ! -usłyszałem za sobą.
Wziąłem piłkę i nie minęło parę minut, a w ogrodzie pojawił się szczęśliwy Harry.
- Siema. Co ci się tak gęba cieszy.? - spytałem przyjaciela.
-Cześć. Nic. Mam prezent dla Caro.
Warto dodać, że został tym chrzestnym dwa miesiąc po naszym ślubie.
- Co takiego? - byłem ciekaw.
-Coś- wyjął małe pudełeczko z kieszeni.
- Dobra..... - wziąłem małego na ręce. - Grasz z nami?
-No pewnie- zdjął kurtkę- Dawaj mały kiwamy tatę co?- odebrał ode mnie syna. Stanąłem na bramce, a on strzelał gole z Mike’iem na rękach.
Po około godzinie przed dom wyszła Alice z Caro na rękach.
- Może coś zjecie?!
-Może- wzruszyłem ramionami.
-Chodź księżniczko. Mam dla ciebie prezent- Harry wziął dziewczynkę do siebie
Ta od razu dorwała się do jego włosów. Uśmiechnął się do niej.
-Tak wiem że ci się podobam. Ty mi też. No tak a moje włosy są super. Wiem wiem . Proszę- dał jej do rączki malutki srebrny naszyjniczek z serduszkiem. Trzymała go i patrzyła.
Chciała wziąć go do buzi, ale szybko ją powstrzymał.
- Z jakiej to okazji? - spytała Alice.
-Nie ma okazji. Ją mogę obdarowywać zawsze- pocałował ją w czółko
- Jesteś słodki, ale nie przesądzaj. - powiedziała. - Chodźcie jeść.
-Nie przesadzam. Prawda kochanie?- mówił do niej idąc do jadalni
- Wiesz że Caroline sama dzisiaj wstała? Zaraz potem spadła na tyłek, no ale wstała. Mike z kolei zaczyna mówić
-No to brawo. Dla ciebie mały też- chłopak poczochrał mu blond włoski.-A może wezmę je do nas dzisiaj?
- Chcecie iść do wujka? Ale nie macie żadnych planów? - spytała Alice. Zawsze w takich sytuacjach musiałem ją długo przekonywać
-Nie mamy- westchnął
-No widzisz nie mają- odezwałem się
- Nie wzdychaj mi tu. - pogroziła Harry’emu palcem. - A ty czemu chcesz się dzieci z domu pozbyć? - mówiła jak jakiś detektyw co chwili mierząc mnie i Harry’ego wzrokiem. Obaj się z niej śmialiśmy.
-Ja? Niee. Rozrywki im dostarczam. Mogą mieć dość ojca na co dzień
- Bo one są jeszcze takie małe.... - zrezygnowana usiadła na krześle obok mnie.
-Mają rok. Takie małe to nie są . To ja je zabieram a wy się starajcie o nową parkę
- Ty zdecydowanie wtrącasz nos w nie swoje sprawy. - powiedziała Alice.
-Ja ? Ja dbam o waszą rodzinę i pozycie małżeńskie.
- A skąd ty wiesz jakie jest nasze pożycie? No chyba że ktoś ci się skarżył.....- popatrzyła mi mnie wymownie.
-Domyślam się. Zabiegana wiecznie. Praca uczelnia dzieci dom.
- Nosz kurwa..... - Alice puściły nerwy. - Weź dzieci i idź bo za chwilę za siebie nie ręczę.
-Widzisz nerwy masz popsute. Dbam o twoje zdrowie.
Alice
- Harry....ostrzegam. - byłam bliska krzyku. Z Louisem to ja sobie pogadam.
-No co? Matka dwójki dzieci potrzebuję trochę odpoczynku a przy takim mężu zazna go szybko- zaczął pakować zabawki do torby dzieci która nie raz brał
- Ty rozumiem masz zamiar się tylko śmiać. - zwróciłam się do czerwonego ze śmiechu męża. On tego bardzo pożałuje. - Pilnuj ich. -powiedziałam do Harry’ego który zaczął wychodzić.
-Tak taki miałem zamiar ale go przegoniłaś. A szkoda
- Szkoda to ci będzie siebie kochanie.
-A przepraszam co ja zrobiłem
- Ty serio mu się żaliłeś?
-Nie żaliłem mu się.
- Powiedzmy że ci wierze. - zaczęłam sprzątać talerze ze stołu.
-Nie mam czego mu mówić. Nie dajesz powodów- wzruszył ramionami i mi pomógł
- No ja myślę. - popatrzyłam na niego a on się słodko uśmiechnął.
-Alice - podszedł do mnie obejmując- Idziemy do kina?
- Bardzo chętnie. - pocałowałam go szybko. - Idę się przebrać.
Pobiegłam na górę i ubrałam coś luźniejszego niż dopasowana szara sukienka i marynarka.
Poprawiłam makijaż i fryzurę i zeszłam na dół do Louisa który właśnie zakładał buty.
- Gotowa. - powiedziałam stając przed nim.
-Świetnie. No to chodź smyku- wziął mnie za rękę i wyszliśmy. W drodze do kina zrobiono nam parę zdjęć i Lou rozdał parę autografów
- Na jaki film tak w ogóle idziemy? - spytałam gdy byliśmy już na miejscu
-Hmm w sumie to nie wiem. Szklana pułapka skyfall hmm marley i ja. Boże te filmy są stare. Masz nowy z Dicaprio
- Dobra. - Lou kupił bilety i poszliśmy zająć swoje miejsca.
Obejrzeliśmy film aby potem się udać na spacer
-Alice ja-zaczął
- Tak? - wydawał się trochę zdenerwowany.
-Kochanie muszę ci coś powiedzieć. I raczej ci się to nie spodoba
- Zaczynam się bać....
-Jutro mamy konferencje, na której zostanie ogłoszona nowa trasa
- No tak. - powiedziałam lekko przygaszona. - To dosyć ważne, cieszę się. - próbowałam się uśmiechnąć. Cieszyłam się z ich kolejnego sukcesu, ale wiedziałam że to znowu oznacza rozłąkę.
-Alice sam nie chcę wyjeżdżać na tak długo. To światowa trasa, więc naprawdę sporo czasu, ale tez moja praca.
-Wiem.
Usiadł na ławce, a mnie posadził na kolanach.
-Mogę zrezygnować.
- Nie! - powiedziałam szybko. - Nie pozwalam. Będzie trudno no ale sobie poradzimy.
-Ale no właśnie. Wy tu będziecie, a ja tam. Bez sensu. Nie będę mógł patrzęć jak Caro zaczyna chodzić, a Mike mówić. W końcu przyjadę do domu, a on mnie nawet nie rozpozna.
- Louis ale co ja mam zrobić? Nie chce żebyś jechał, ale nie możesz zrezygnować.
-Mogę zrezygnować. Dla mnie to też jest ciężki wybór. Rodzina jest najważniejsza. Chcę być przy moich dzieciach. Chcę aby mnie znały.
- Też chce żebyś był przy nas. Ale chłopcy, kariera. Louis proszę cię wymyśl coś. - przytuliłam się do niego
-Gdyby to było takie proste- całował mnie we włosy- Gdybyś chciała pojechać z nami.
- Słucham? - podniosłam się i popatrzyłam mu w oczy.
-Chciałbym, abyś pojechała z nami. Ty i dzieci. To jest chyba najprostsze rozwiązanie.
- Louis ale przedszkole poza tym przecież dzieci..... To znaczy wy. Będziemy przeszkadzać.
-Nie będziecie przeszkadzać. Nie mów tak nawet. Kotku- pocałował mnie- Nie jesteś przedszkolanką, tylko dyrektorem ,a zastępcą Hania. Poradzi sobie. Proszę.
- Lou ale... - popatrzyłam prosto w jego oczy i wiedziałam że nie byłabym w stanie tyle bez niego wytrzymać
-Nie ma ale- zaprzeczył zaczynając mnie całować.
- Dobra ,nie ma ale -powiedziałam kiedy udało mi się go na chwilę od siebie odsunąć.
-Wracamy?- zapytał uśmiechając się szelmowsko
Pokiwałam głową i już za chwilę szliśmy razem, trzymając się za ręce, w kierunku domu. Gdy weszliśmy do środka, chłopak zdjął ze mnie płaszcz, zrzucił swoją kurtkę i biorąc mnie na ręce zaniósł na kanapę.
- Louis wracając do rozmowy z Harrym. O dzieciach. Bardzo bym chciała mieć jeszcze z tobą dzieci, nie wiem tylko czy to dobra pora
Odsunął się ode mnie.
-Czekaj. Alice możemy poczekać jeszcze. Nie odstawiaj tabletek dobrze? Chociaż ja bym chciał mieć z tobą dziecko teraz, tylko, że ta trasa i wszystko.
- Właśnie o tym mówię.
-Tak, tak- zaczął bawić się moim paskiem od rurek.
- Ty tylko o jednym. - powiedziałam łapiąc jego dłonie w swoje. Chciałam się z nim podroczyć.
-Okay- pocałował mnie w usta i zszedł ze mnie.
- C-co? Jak to ok? Gdzie idziesz? - byłam strasznie zdziwiona jego zachowaniem. Nie myślałam że odpuści. Nie chciałam żeby to robił.
-Nigdzie nie idę- uśmiechnął się i usiadł przy mnie
- Co będziemy robić? - spytałam kompletnie zdezorientowana.
-Co chcesz- znowu się uśmiechnął i rozbawiony spuścił głowę.
- Dlaczego się śmiejesz?
-Ja się śmieję?
- Tak, właśnie ty. Dlaczego? - usiadłam po turecku obracając się z jego stronę
-Bo mnie rozbawiłaś
- Ale czym? No powiedz - dźgnęłam go palcem w jego tors.
-Tak po prostu. śmieszna jesteś,
- A ty na co masz ochotę? - spytałam uwodzicielskim głosem, przybliżając twarz do niego.
-Na bardzo dużo rzeczy, ale tylko z tobą
- Dlaczego odpuściłeś? To znaczy.... No dlaczego przestałeś....grrr... - myślałam że Louis zajdzie się zaraz ze śmiechu
-Ciekaw byłem twojej reakcji. I sprawdzałem czy jeszcze cię pociągam..
- No wiesz....
-No nie byłem pewien
- Jesteś najbardziej pociągającym mężczyzną na świecie. Ale to było podłe.
-Co było podle? Przecież to ja jestem mężczyzną i gdyby mnie tak kobieta zostawiła najpierw się ze mną bawiąc, byłoby gorzej
- Hahaha...- nie wytrzymałam i zaczęłam się tak bardzo śmiać że wylądowałam na plecach.
-Sama widzisz- pokiwał głową.
- I tak uważam że to było złośliwe. - wystawiłam mu język.
-Chodź- wyciągnął do mnie ramiona- Jest ci to obojętne czy masz jakieś życzenia i będę musiał zmieniać pomieszczenie?
- Nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy.
-Może być kanapa?- zaśmiał się całując moją szyję
- Nie chce mi się iść nigdzie indziej.
-I tak byś nie szła- prychnął zdejmując naszyjnik ze mnie i kładąc go na stolik
- Czepiasz się.
-Nie które szczegóły są ważne. Masz nie sprawne ręce?- odsunął się delikatnie znów się śmiejąc
- To przez ciebie. - powiedziałam. Całuje mnie w szyję tak że nie wiem jak się nazywam i na pretensje że nie myślę i nic nie robię.
-Przeze mnie? Przepraszam ja cię na razie tylko całuję.
- Spadaj. - wiedziałam że podoba mu się to co ze mną robi
-Na pewno?
- To przykre że z taką łatwością dajesz radę przestać i po prostu tego nie robić.
-Z łatwością? Przez gardło to mi ledwo przechodzi wiesz? Tak.. to ciężkie- znowu wybuchł śmiechem. Ja się tak zastanawiałam kto mu co dzisiaj dosypał do jedzenia.
- No i z czego się znowu śmiejesz? Ze mnie?
-Nie...Uf.. -odetchnął i znów zaczął mnie całować podwijając mój sweter.
- Jesteś niemożliwy. - powiedziałam i zdjęłam jego bluzkę.
-Który raz to słyszę przed ..- nie dokończył, bo wpiłam mu się w usta.
- I za dużo gadasz. - dokończyłam po czym znowu go pocałowałam. Zaczęłam odpinać jego pasek. Szło mi to już sprawnie.
-No brawo, wreszcie się pani nauczyła.
Wystawiłam mu język, a on tylko szerzej się uśmiechnął.
- Na serio jesteś dzisiaj trochę dziwny. - powiedziałam.
-Niee. Wydaję ci się. długo mnie nie widziałaś- zsunął ze mnie rurki
- Może, może... - powiedziałam i wysuszyłam ramionami. Zdjęłam całkiem swoje spodnie i zaczęłam pozbywać się jego.
W końcu byliśmy zupełnie nadzy i działo się to co zawsze. W sumie to dosyć długo nie byliśmy tak blisko. Cieszyła mnie myśl że po naszej dzisiejszej rozmowie nie będę musiała się z nim rozstawać. Przypomniałam sobie też rozmowę o dzieciach i zrozumiałam że bardzo chciałbym mieć już kolejne. Leżeliśmy wtuleni w siebie na kanapie. Nie odzywałam się myśląc o następnej ciąży, a Louis całował mój kark.
-A gdyby to znów były bliźniaki?- odezwał się nagle.
- Czytasz w myślach? - spytałam podejrzliwie. - Byłoby fajnie. No i śmiesznie, ale fajnie.
-Chyba czytam. Nie dalibyśmy rady
- Dlaczego tak myślisz?
-4 dzieci...
- Mówiłeś że chcesz ich dużo.
-Tak, chcę, ale to będzie 4 małych dzieci.
- Wiem. Przecież mówiliśmy że zaczekamy
Jego ręką powędrowała na mój brzuch, a usta złożyły delikatny pocałunek na moich wargach
- Kocham cię. - powiedziałam.
-Też cię kocham- wyszeptał i zasnęliśmy.
Obudziłam się i chyba nikt by nie zgadł ale Louis już nie spał
-Cześć kochanie- przywitał mnie jak zawsze radosnym uśmiechem.
- Hej. - powiedziałam przeciągając się.
-Wyspana królewna?
- Jako że nie potrzebuje dużo snu to nie jest źle. A ty?
-Bardzo- pocałował mnie w dłoń- Zabierasz dzisiaj maluchy do przedszkola- dodał.
- Ok ,to dobry pomysł.
-Nie wiem czy dobry. Wolałbym z nimi zostać
-Przecież masz konferencję.
-Mam, a ty nie musisz iść przecież.
- Dzisiaj muszę bo te poduszki przyjeżdżają.
-Yhh... no to widzisz. Nie będziesz mieć tam czasu. A twoja mama?
- Louis będę je mieć na oku cały czas. Umiem się nimi zająć
-To przecież wiem.. Ja się tam cały czas boję, ale dobra weź je, bo w końcu się z ojcem zanudzą.
- Z tobą nie da się nudzić kocie
-Nie? Ciekawe, bo to nie prawda. Brałaś kiedyś?- zapytał nagle.
- W sensie narkotyki?
-Tak
- Raz, jeden raz na imprezie. Ale uważam że to żenujące. A ty?
-Wczoraj.
- Słucham?! - krzyknęłam wstając szybko i ubierając szlafrok.
-Spokojnie- zaśmiał się.
- Z czego ty się śmiejesz?! To nie jest śmieszne Louis. - byłam strasznie zła.
-A czemu ty jesteś wściekła?
- Może mam być dumna?
-Leki brałem. Uważasz że opiekował bym cię dziećmi naćpany?
- O Boże...- usiadłam obok niego. - Ale się zdenerwowałam. Nie mogłeś powiedzieć normalnie?
-Naprawdę cię to tak wkurzylo
- A tak serio to brałeś kiedykolwiek?
-acodin. Z chłopakami. Tyle
- One Direction na fazie. To musiało być coś
-Tak, zwłaszcza w trasie..
- Idę zrobić śniadanie, a ty tu trochę ogarnij.
-Nie mam co...-wzruszył ramionami
- No to siedź
-W sumie to- przyciągnął mnie do siebie- Brałem wczoraj adodin, bo bolało mnie gardło, ale nie wiedziałem że aż tak to zadziała. To dlatego tak się śmiałem.
- A acodin nie jest przypadkiem na chorobę lokomocyjną?
-Nie.
- Tak czy tak dziwnie na ciebie działa.
-No bo to narkotyk...
- Nie bierz go lepiej więcej.
-Nie mam zamiaru. - po chwili był już ubrany
Zrobiłam śniadanie i wspólnie je zjedliśmy. Louis pomógł mi posprzątać. Staliśmy w kuchni żarliwe się całując, kiedy ktoś wszedł.
- Nie patrzcie dzieci rodzice po prostu rozmawiają. - usłyszałam głos swojego brata.
-Tataaa!
Louis podszedł i wziął małego na ręce.
- Nie rozrabiały bardzo? - spytałam biorąc od Nialla Caro.
-niee. Ten tylko dużo mówił mama, tata, i jak się wkurzyłem to go i Niall nauczyłem. I proszę! Wyszedł na ludzi.
- Haha. Mike powiedz mi kto to jest. - wskazałam na blondyna.
-Niaaall!
- Brawo. Co jeszcze wujek do ciebie mówił synku?
Mały tylko pokręcił głową.
-Sssss...- zaczął.
- Jeszcze raz kochanie. - podeszłam do niego. - Ale się rozgadałeś.
-Ssssok.
- Sok? Serio Niall?
-Musiałem jakoś przekręcić pewne słowo, które się wymsknęło Harry'emu, kiedy opowiadał nam co robiliście
- Co za idiota. On musi sobie koniecznie znaleźć dziewczynę
-No właśnie znalazł...- pomasował kark i spojrzał nie pewnie na Louis'a.
- No to dobrze. - powiedział Lou.
- Tak w ogóle to czego nie przyszedł? - spytałam bo zazwyczaj zjawiał się razem z Niallem.
-Bo wymyśla kolejny prezent dla swojej dziewczyny- tym razem wzrok skierował na Caroline.
- Ciekawe co on zrobi jak ona będzie miała kiedyś chłopaka, jak będzie starsza.
-mam nadzieję, że to pytanie retoryczne bo nie chcę odpowiadać. On sobie coś ubzdurał i nie odpuści.- dodał jeszcze.
- Ja mu mogę pomóc. - powiedział Louis.
-W czym mu pomożesz?- zapytał blondynek.
- Żeby dał sobie spokój.
-Ale sobie nie da...
- Chcesz coś do picia Niall? - spytałam żeby zmienić temat
-Nie dzięki. Już wychodzimy co Louis? no weź ja wiem, że zabijanie wzrokiem to twoja specjalność, ale to nie ja jestem winny.
- On wie że to tylko żarty. - powiedziałam klepiąc męża po ramieniu.
-i tak z nim pogadam, bo Harry zaczyna przesadzać. Ona ma rok!
- No właśnie więc on po prostu jest nią bardzo zauroczony. Bo jest słodkim maleństwem.
-Może...
-Pa kochanie- pocałował mnie długo nie mogąc się oderwać.
- Papa. - chłopcy wyszli, a ja wzięłam dzieci do salonu. - Jak było u wujków? - wiedziałam że nie otrzymam odpowiedzi, ale lubiłam z nimi ,,rozmawiać"
Były takie słodkie i duże już. Ubrałam się szybko i wzięłam je do przedszkola.
Nie miałam najmniejszych problemów z maluchami w przedszkolu. Były jak aniołki. Kiedy odebrałam przesyłkę. Wzięłam dzieci i wracałam do domu.
- Podoba wam się w przedszkolu? - spytałam małe urwisy kiedy staliśmy na światłach.
-Mama- usłyszałam tylko
- Uznam to za odpowiedz że nie było źle. - ruszyłam gdy światło zmieniło się na zielone.
Już nie długo później byliśmy pod domem. W tym samym momencie zaparkował Louis. Wysiadłam z auta.
- Hej. Szybko wam poszło. - powiedziałam do niego.
-Cześć kochanie- pocałował mnie w policzek- Tak. Szybko. Wszystko ustalone. Cześć maluchy- zwrócił się do dzieci wyjmując je z fotelików. Ja wzięłam Caroline , a on Mike'a.
- Cieszę się
Weszliśmy do domu. Od razu poszłam nakarmić dzieci ich obiadem
- No Mike jeszcze tylko za babcię i koniec. - prosiłam synka
-Ble- powiedział.
- Jakie ble? Patrz jak Caro ładnie zjadła.
-Tata
- Dobra, to znowu za tatę. - powiedziałam próbując go nakarmić.
Pokręcił głową
-Tata.
- Mike. No proszę. Tata będzie zły jak ładnie nie zjesz
-Ble. Tata- zaczął płakać.
- No najlepiej jest się po prostu rozpłakać. - wzięłam małego na ręce i zaczęłam go uspokajać.
Do kuchni wszedł Lou z mokrymi włosami.
-Co jest młody?- wziął syna ode mnie.
- Nie chce jeść. Proszę cię tylko troszkę. - mówiłam do synka. Caro w tym czasie bawiła się stukając łyżeczką o miskę.
Mały zaczął jeszcze mocniej płakać.
- Dobra, nie to nie. - odeszłam od nich i wzięłam brudne naczynia do mycia.
-No już spokojnie. Mama nie katuje-Lou mówił do Mikea
- Jasne jak zwykle to mama jest ta zła.
-Ty mu jedzenie wpychasz to jesteś be- jedną ręką zabrał Caroline łyżeczkę
 -Za to ty jesteś super tata ratujący go z opresji.
-A jak- zaśmiał się przytulając chłopczyka
- dwa pajace. - wzięłam córkę i poszłam do salonu.
~~~~*~~~~
Proszę nowa część, dłuższa. Mam nadzieję, że dobijecie 20komentarzy

15 komentarzy:

  1. super dodaj szybko następny WENY :*

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny rozdział!
    jejku, jak słodko. one już są starsze i jeszcze Mike zaczyna mówić. ;)
    kocham to opowiadanie. ^^
    weny i do następnego. <3

    OdpowiedzUsuń
  3. haha wspaniałe i oby następny był szybko <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Boski rozdział! Fajnie że jadą z nimi w trasę. W sumie to i dobrze bo pewnie Louis faktycznie by przegapił to jak jego dzieciaki dorastają. Czekam na następny, pozdrawiam Asiek :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Chyba 20 komentarzy, nie rozdziałów. xd
    Rozdział słodki. :) Mike zaczął mówić, Caro wstaje, aww. :) Są takie urocze.
    A poza tym, fajnie, że Alice i maluszki pojadą z chłopakami w trasę. ;)
    Pozdrawiam i czekam na następny. ;) xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba 20 komentarzy ;D - może tyś coś brała? :D
    Rozdział świetny ;)
    LOU nie bądź idiotą!
    Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha co chwile tylko się zatrzymywałam i albo było: hahahaha" albo "o akie to słodkie:. Czekam na nn z niecierpliwością :**

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne!
    Styles, co ty kombinujesz? ;D

    Dangerous Darkness

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny rozdział :D
    Zapraszam do mnie http://misikochamisia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Rozdział jest świetny *.*
    Jakie te dzieci są słodkie : )
    Ciekawe czy będzie więcej takich słodkich dzieci. : )
    Czekam na następny : )

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny, cudowny..mam wymieniać dalej? :D Oby tak dalej! Zapraszam do mnie: http://i-wanna-your-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. super , cuownie brak mi słów . religia6c.blogspot.pl mam prośbe zajżyjcie plis to jest zd. z religi :D :P
    dzieki

    OdpowiedzUsuń