środa, 8 maja 2013

Historia stawia diagnozę

Louis
Obudziłem się już lepiej czując. Ali nie było obok i nic na to nie wskazywało, że w ogóle tu spała. Wstałem i ubrałem się, aby zaraz zejść na dół. Moja królewna leżała wtulona w poduszkę śpiąc. Pogłaskałem ją po policzku i udałem się do kuchni zrobić śniadanie. Postawiłem na tosty i już po chwili po domu unosił się zapach pieczonych kanapek. Robiłem herbatę, kiedy poczułem, że ktoś mnie obejmuje.
- Nalejesz mi też? - usłyszałem zaspaną Alice.
-Już nie śpisz?- zasmuciłem się podając jej kubek z ciepłym napojem.
- To źle? - zdziwiła się.
-Nie, nie- pocałowałem ją na dzień dobry.
- Dzwoniłeś już do lekarza?
Odsunąłem się od niej i westchnąłem.
- Miałeś zadzwonić - powiedziała z wyrzutem.
-Pojadę do szpitala.
- Obiecujesz?
-Możesz iść ze mną słoneczko- z powrotem przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem w czoło. Swoją drogą to słodko wyglądała w mojej koszuli.
- Co się tak patrzysz? - spytała.
-Jesteś po prostu piękna- wyszeptałem jej do ucha.
- Dziękuję - uśmiechnęła się do mnie.
-Nie ma za co. Jak się czujesz?- zapytałem wyjmując tosty nas talerz.
- Jest ok. Zjemy i od razu jedziemy dobra? - spytała.
-Gdzie jedziemy?
- Do szpitala kocie.
-A do szpitala.
- Tak, właśnie tam. - pokiwała głową.
-Eh...- nie chciało mi się tam jechać. Naprawdę nic mi nie było, to była zwykła migrena, a oni wszyscy przesadzali.
- Louis, który dzisiaj w ogóle jest?
-No 3 maja kochanie. A co?
- Nic. Nie chce żebyś jechał. Smutno mi będzie bez ciebie
-No wiem, ale zobacz my już za tydzień zaczniemy koncertu tutaj. Będę codziennie.
- Na szczęście. Kocham cię wiesz? – pocałowała mnie.
-Wiem i ja też cię kocham- odwzajemniłem pocałunki- Jedz śniadanie, a nie mi słodź.
- Nie lubisz jak ci słodzę?
-Lubię, ale robisz to rzadko, więc jestem nie przyzwyczajony aniołku.
- No i znowu mi robisz wyrzuty, - oburzyła się
-Nic nie robię. Jedz śniadanie.
- Już jem. - zaczęła spożywać posiłek leżący przed nią.
Usiadłem na krześle, podparłem głową i ją obserwowałem.
- To że patrzysz jak jem wcale mnie nie krępuje . - powiedziała sarkastycznie.
-Dlaczego ma cię krępować? Fajnie wyglądasz taka roztrzepana, w mojej koszuli jedząc tosty,
- Skończyłam. - powiedziała dumnie.
-to teraz szoruj się ubrać smyku- wziąłem od niej talerz i włożyłem do zmywarki.
Po 20 min była już z powrotem ubrana i gotowa do wyjścia.
- Jedziemy proszę pana. - powiedziała.
-Kluczyki- wystawiłem dłoń. Wiedziałem, że je miała, a ja nie pozwolę aby prowadziła.
- Dlaczego nie mogę prowadzić?
-Bo jesteś w ciąży i nie. Kluczyki..
- Masz. - powiedziała i rzuciła je w moją stronę.
Poszliśmy do garażu i wsiedliśmy w mercedesa, którym dojechaliśmy do szpitala.
- No chodź.
Miałem wrażenie, że ona mnie ciągnie, bo ja chyba sam nie szedłem.
- Jesteś gorszy niż dziecko. Czekaj tu.
Poszła do rejestracji i coś tam  mówiła.
-O Pan Tomlinson- z sali obok wyszedł znany mi lekarz. To już po mnie.
- Dzień dobry. - powiedziałem niepewnie.
-Co jest?
- Ja nie wiem. Ona mnie tu zaciągnęła. - pokazałem na Alice.
-Musiała mieć jakiś powód. Ma pan jakieś objawy?
- Bóle głowy. Czasami. Nic poważnego.
-Yhym. Jasne, jasne. Idziemy na badania. Proszę bardzo- wskazał na jakiś gabinet.
Alice
Czekam i czekam. Strasznie się denerwowałam co mu w tych badaniach wyjdzie.
Dobrze że chociaż wszedł za tym lekarzem. Chodziłam po korytarzu kiedy zrobiło mi się słabo. Nie zdążyłam się o nic oprzeć bo upadłam. Ciemność. Potem straszny ból głowy i krzyża. Dziecko. Co z moim maleństwem. Otworzyłam oczy ujrzawszy białe pomieszczenie. Światło na samym początku oślepiło mnie i musiałam zamknąć oczy. Po chwili usłyszałam głosy.
-Nic jej nie jest proszę się uspokoić. Tylko zemdlała. Panie Tomlinson no! Idziemy na tomografię głowy.
- Louis? - spytałam cicho. Ledwo mówiłam.
-Puśćcie mnie do niej. Zaraz mi zrobicie te pieprzone badania- warknął do lekarza. Oho był wkurzony. Już po chwili widziałam go obok.
- Co się...- nie dałam rady mówić. Czułam się okropnie.
-Kochanie już wszystko jest dobrze po prostu się zdenerwowałaś.
Pokiwałam głową że rozumiem. Czułam się strasznie słabo i śpiąco.
-Muszę iść..- wyszeptał.
-Ok. - wychrypiałam.
Louis
Ciągali mnie po różnych gabinetach robiąc najróżniejsze badania. Jeszcze do tego Alice zemdlała. Całe szczęście że jej nic nie było. A mi nikt nie chciał powiedzieć co mi jest ale widziałem bo ich minach że czegoś szukają w tych badaniach.
- Dowiem się w końcu co mi ma być?
-Podejrzewamy epilepsje.
- Czyli padaczka? Ale to pewne ?
-Tak .
- Ja nie wiem, ale to chyba można leczyć?
-Można brać leki aby nie miewać napadów.
- Tak, o to mi chodzi. Czyli nie jest źle? - nie wiem czego ale się nie załamałem. Chyba po prostu wiedziałem że mam dla kogo walczyć.
-Nie. To nie takie straszne ale leki trzeba pamiętać aby brać.
- Tak, wiem. Czy mnie iść do Alice? Wszystko z nią w porządku prawda? Z dzieckiem też.
-Tak. Proszę może pan ją zabrać do domu. Tylko niech leży dzisiaj bo jest słaba. Nie może się denerwować.
- Łatwo powiedzieć....
-Trudniej zrobić. A czym ona się tak denerwuje?
- Mną...? Nie wiem. Wszystkim po trochu. - wyruszyłem ramionami.
-No to proszę jej nie denerwować i tyle. No niech pan ją już zabiera bo ona chyba nie lubi szpitali.
- Do widzenia. Dziękuję za wszystko. - wziąłem receptę i poszedłem po Al.
-Chodź maleństwo wracamy do domku- wziąłem ją pod rękę bo czekała już na mnie.
- Nareszcie. Co ci jest? Coś poważnego? - była strasznie zdenerwowana.
-No chyba nic poważnego. Epilepsja.
- O Boże... - dziewczyna usiadła na krześle które na szczęście stało obok.
Kucnąłem przy niej.
-Proszę nie denerwuj się skarbie mój.
- Mówiłam ci żebyś poszedł do lekarza. - zaczęła płakać. Normalnie się rozpłakała.
Objąłem ją i przytuliłem
- no i poszedłem. Nic się nie stało. Nie płacz niunia.
- Ale nie chciałeś iść. Wiesz co by się mogło stać? - wtuliła się we mnie.
-Wiem. Przepraszam- pocałowałem ją w czółko i wziąłem na ręce niosąc do samochodu. Jak wychodziliśmy widziałem że robią nam zdjęcia.
- Będziesz musiał brać leki prawda? - spytała gdy jechaliśmy.
-Tak malutka. A ty dzisiaj leżysz w łóżku.
- Już się dobrze czuje. Kochanie ale będziesz brak leki zawsze. Będziesz o tym pamiętał?
-Będę i nie dyskutujesz ze mną tylko kładziesz się do łóżka misiak.
- Ale położysz się ze mną?
-A chcesz ?- zapytałem parkując samochód.
- No przecież proszę. - popatrzyła się na mnie i zaczęła wychodzić z auta.
-No to się położę- otworzyłem jej drzwi od domu i podniosłem aby zanieść do sypialni. Przebrałem ją w coś luźnego i przykryłem kocem.
- Jak masz brać te tabletki? - spytała nagle.
-No codziennie chyba nie?
- Tak, tak ale ile razy dziennie. Powiedz bo nie wiem a muszę cię pilnować
-Dwa razy- zdjąłem koszulkę i położyłem się obok mojej księżniczki.
-Dobra, będę pamiętać.
-Sam będę pamiętać. Ty się nie przejmuj.
- To będziemy pamiętać oboje.
-Kocham cię- pocałowałem ją w ramię i delikatnie się odsunąłem.
- Ja ciebie też kocham - tym razem ona mnie pocałowała.
-Ja chcę Tommy'iego albo Mike'a.
- A jak będzie dziewczynka? - jej twarz zdobił wieki i piękny uśmiech.
-Hmm to będzie Caro.
- Jak w śnie.
-Podobało ci się. Wiesz może być Ania, Kathlyn. Twój wybór.
- Nie Caroline , albo Mike. Dobrze kochanie?
-Dobrze. To kiedy masz wizytę?
-Pod koniec miesiąca. Ale chce mieć niespodziankę. Nie pytajmy o płeć. Proszę.
-Nie musimy aniołku- musnąłem wargami jej szyję i przytuliłem.
- Jesteś kochany.
-A ty słodka.
- Słodka? Zjadłabym coś słodkiego
-Już idę- odpowiedziałem wystając.
- Nie już mi się nie chce! Chodź tu teraz mam ochotę na coś innego.
-Tak?- położyłem się z powrotem- Co byś chciała smyku?
Pokazała palcem na mnie.
- Cholera wie jak to będzie jak będę miała duży brzuch. Trzeba korzystać. No i wiesz kobiecie w ciąży nie wypada odnawiać.
-Haha. Oczywiście kochanie.- zacząłem ją całować aby później spełnić jej życzenie
Całowałem  ją bardzo delikatnie. Z ust zacząłem schodzić w dół. Zwinnym i szybkim  ruchem zdjąłem z niej bluzkę. Spojrzałem na jej brzuszek. Już zaczął się  zaokrąglać, dlatego musiałem uważać. Uśmiechnąłem się i powróciłem do  poprzedniej czynności. Zacząłem całować ją po szyi schodząc do dekoltu.  Wsunąłem rękę pod jej plecy i zdjąłem stanik dziewczyny. Później spodnie  i majtki. Alicja popatrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- Nie no ! Czy ty zawsze musisz być ubrany ? - zapytała
- Spokojnie smyku. Zaraz. - chciało mi się z niej śmiać. Wyglądała tak słodko.
Pocałowałem  ją namiętnie w usta. Alice podniosła się lekko, aby po chwili zdjąć ze  mnie koszulkę. Następnie zaczęła zjeżdżać w dół i zdejmować moje  spodnie. Pomogłem jej w tym. Bokserki zdjąłem już sam. Później  wszystko potoczyło się bardzo szybko. Wróciliśmy do pocałunków. Po  chwili wszedłem w nią. Dziewczyna wygięła się w lekki łuk jednocześnie  lekko przegryzając moją dolną wargę. Spodobało mi się to. Nasze oddechy  się wyrównały. Zwiększyłem tępo. Doszliśmy w tym samym czasie. Również  delikatnie z niej wyszedłem i zmęczony opadłem na łóżko obok mojej księżniczki.
-Kocham cię tak w ogóle.
-Mówiłaś.
- To fajnie.
-Też się cieszę że ktoś mnie kocha. Idę ugotować ci obiad- zacząłem się ubierać.
- Dobra. Bo jestem baaardzo głodna
Wyszedłem z pokoju i zszedłem do kuchni w celu zrobienia lasagne. Wyjąłem odpowiednie składniki, a po zrobieniu wsadziłem danie do piekarnika. Tak się zastanawiałam jak ja poradzę sobie z takim maluszkiem. Przecież ja się boję, że zrobię krzywdę Alice a tu takie maleństwo. Całkowicie zdane na ciebie. Możesz z nim zrobić wszystko, a ono całkowicie ufa że dobrze się nim zajmiesz. Będę się starał i jak tylko będę umiał, ale to i tak przerażające. A ja zrobię coś źle i się źle poczuję? Jezu...
- Pięknie pachnie. - usłyszałem za sobą.
-Jezus Maryja- znowu mnie wystraszyła.
- Az taka jestem straszna. - odsunęła się ode mnie i wydęła usta.
-Nie, ale wszystko robisz z zaskoczenia.
- Jeszcze nie raz cię zaskoczę kotku. - puściła mi oczko i wskoczyła pupą na blat.
-Nie wątpię. O, co się ubiorę w nową koszulę to ty zaraz masz ją na sobie.
- Bo ty się ubierasz, a ja cię rozbieram. - zaczęła się śmiać. Coraz częściej zmieniał jej się humor.
-Dobra- pocałowałem ją w usta i odwróciłem.
- Co będziemy jeść? Bo maluch jest głodny. - pogłaskała się po brzuchu.
-Już jemy- wyjąłem nasz obiad i rozdzieliłam na talerze przy tym się parząc, bo gorące to jak cholera.
- Uważaj. - dziewczyna podeszła do mnie i mi pomogła.
Zjedliśmy posiłek, poszedłem posprzątać, napuściłem wody do wanny i wróciłem do salonu.
-Chodź kochanie pójdziesz się wykąpać.
- Dobra. - wstała i ruszyła w stronę łazienki.
Zanim zrobiła dwa kroki już była w moich ramionach i to ja nią niosłem, a postawiłem dopiero w łazience.
- Wiesz, że ja umiem chodzić?
-Wiesz, że księżniczki się nosi?
- Cos czuje że nasz dziecko będzie strasznie, ale to strasznie rozpieszczone. - położyła ręce na biodra.
-Tak myślisz? Pewnie tak- pocałowałem ją szybko i wyszedłem z łazienki.
Rozsiadłem się na kanapie i włączyłem telewizor.

14 komentarzy:

  1. Mega. Czekam na nn ;* Boże Lou czego ty się żeś nabawił co?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudny rozdział . Jezu padaczka ?!
    Dobra lepsze to niż rak ,bo jego podejrzewałam :)
    Czekam na nn ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział świetny ;) Pamiętaj co mi obiecałaś! Czekam na next!

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział boski! :) Biedny Lou... Jeszcze będzie znosił te myśli "a jak ja sobie nie poradzę?!" dosyć długoo... I do tego ta choroba...
    Czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  5. dalej świetne !!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. Uuu... Padaczka. To jest okropna choroba.
    Louis poradzi sobie z maluszkiem. Niech się niezadręczna takimi myślami.
    Czekam na następny...
    Xox

    OdpowiedzUsuń
  7. Zostałaś nominowana do Versatile Blogger Award więcej u mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Nadrobiłam zaległości i jestem !
    Padaczka ? Ojeju, ale ty wredna. Mam nadzieję, że wyjdzie z tego. ^^
    Ciążą Alice mi się nie podoba - mdleje ? To nie dobrze, ;(
    Oni są tacy słodcyyy ! ; **
    Ładne imię dla chłopca - Mike ;3. Chcę Boy !
    Super rozdział ; )
    Pozdrawiam.
    Isiia.

    P.S
    Zapraszam serdecznie na nowe posty, które pojawiły się na moich blogach :
    + http://just-trust-isiia999.blogspot.com/
    + http://you-and-i-lizzy.blogspot.com/
    Serdecznie zapraszam do komentowania ;3.

    OdpowiedzUsuń
  9. Geeeenialne. Biedny ten Lou. Słodki jest i opiekuńczy. No normalnie wspaniały. Czekam na nn

    OdpowiedzUsuń
  10. najlepszy blog ever <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Jezu, zaczęłam czytać tego bloga dziś o 02:15, a skończyłam teraz... Nie mogłam się oderwać! Czekan na nn! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. hejka fajny rozdział xd Padaczka ? nieźle, nieźle xd czekam na nexta :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Biedny Louis, tylko niech nie zapomina o tych tabletkach! :D

    OdpowiedzUsuń